Cykl - Sacred Flesh - niektórych przeraża. Część osób reaguje nań wręcz lękowo, ale dla innych jest jak olśniewający Księżyc w pełni, wpływający na mroczne bezkresne niebo. Jeszcze nie widziałem osoby reagującej obojętnie.
Czerwony kolor, specjalnie tu zastosowany, kojarzy się od początku z krwią.
Po tysiącleciach bezmyślnego zabijania, morderstw i innych barbarzyńskich aktów przemocy, znieczuleni oświeceniowym stylem pseudo-myślenia, przestaliśmy odbierać świat w kategoriach cudu i zblazowani rozparliśmy się w rozlazłych fotelach przed telewizorami.
Przeludniony świat homo sapiens dumny ze swojej władzy nad przyrodą i zachwycony nowym systemem dobrowolnego niewolnictwa czyli chodzeniem do pracy, zastąpił szacunek dla cudu życia - magią odbierania życia jako znacznie ważniejszą dla kontynuacji narodów i społeczeństw.
Dziś krew przeraża, krew to wściekłość, to Mars w wydaniu seryjnego mordercy, krew to destrukcja i cierpienie. Już dawno zapomnieliśmy o magii krwi – czarodziejskim i życiodajnym przepływie, który jak oddech powoduje nasze istnienie.
O tym przypomina się w szpitalu, a potem to gdzieś znika ze świadomości, to co jest w nas. Spróbujmy znaleźć bardziej pierwotną i bardziej prawdziwą perspektywę a odnajdziemy prostą zaginioną wiedzę...
„Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście” ( św. Paweł )
Monika K. Adler próbuje nam o tym przypomnieć w swoim cyklu fotografii „Sacred Flesh”. Z obrazów promieniują: miłość, ciepło i ukojenie. Kobieta żyje w każdej z tych fotografii unoszona falą gorącej krwi, czerwieni która zamienia się w złoto.
Krew to żywioł kobiety, krew może zmienić historię świata.
W fotografiach Moniki K. Adler kobieta sama jest żywiołem; erotyzm, fizjologia i duchowość pokazane są po malarsku, delikatnie - tu obiektyw zastąpił pędzel i artystka maluje swe wizje inteligentnie, ciepło i z poczuciem humoru.
Złoto, które pojawia się na końcu to światło bez którego żyć można, ale wybaczać nie można, bez którego człowiek nie daje rady borykać się z pociskami zawistnego losu.
Przypomina mi się pewien piękny wiersz znanej poetki:
Ptaku mojego serca
nie smuć się
nakarmię cię ziarnem radości
rozbłyśniesz
ptaku mojego serca
nie płacz
nakarmię cię ziarnem tkliwości
fruniesz
ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydłami
nie szarp się
nakarmię cię ziarnem śmierci
zaśniesz
nie smuć się
nakarmię cię ziarnem radości
rozbłyśniesz
ptaku mojego serca
nie płacz
nakarmię cię ziarnem tkliwości
fruniesz
ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydłami
nie szarp się
nakarmię cię ziarnem śmierci
zaśniesz
„Język to wirus”, więc już nie nazywajmy, aby nie zabić do końca tego co widać...po prostu oglądajcie.
Arkadiusz J. Królikowski
Warszawa, listopad 2003



